Darmowa dostawa od 199 zł

Obrzędy inicjacyjne – legalizacja dorosłości

Rzecz o statystykach,  obrzędach inicjacyjnych i byciu dorosłym.

Obrzędy i inicjacje – Hamerowie

Młodzi etiopscy Hamerowie, aby udowodnić, że są już dojrzali muszą nago przebiec po grzbietach ustawionych obok siebie bykach (do 18 sztuk). Im więcej razy przebiegnie bez upadku, tym lepiej. Po tym zabiegu goli się mu głowę i tradycyjnie idzie na 3 miesiące(!) do buszu, aby w ten sposób udowodnić, że potrafi zadbać o siebie i przyszłą rodzinę. Takie obrzędy dorosłości. (Skądinąd Hamerowie to wyjątkowo piękni ludzie, byłem prawdziwie zaskoczony ich urodą i dostojeństwem).

obrzędy inicjacje alchemista dorosłoś dzieci wibracje

Kąsające mrówki

Chłopcy z amazońskiego plemienia Sateré-Mawé dają się kąsać mrówkom Paraponera clavata. Gatunek sławny z bardzo bolesnego żądlenia. Ból, jaki wtedy odczuwają, można porównać do tego po postrzale. Co więcej, chłopiec musi przejść ten rytuał ponad 20 razy w czasie kilku miesięcy!

Niezbyt przyjemne wejście dorosłość mają dziewczynki z Malawi, ale spuszczę na to zasłonę milczenia. Jakoś nie potrafię tego opisywać.

Halucynogeny

No i mój numer jeden: chłopcy z indiańskiego plemienia Algonkin (tereny współczesnej kanadyjskiej prowincji Quebec) nacierpią się niewyobrażalnie, zanim zostaną uznani godnymi bycia mężczyzną. Młodzi zostają umieszczeni w odosobnieniu, zamknięci w klatce i odurzeni halucynogenną substancją, która jest ponoć 100 razy mocniejsza od LSD (nie wyobrażam sobie tego, ale tak piszą w internetach). Chłopiec musi spędzić w klatce wiele dni, aż do momentu, w którym całkowicie straci pamięć o poprzednim życiu i narodzi się na nowo. Jeśli nadal coś pamięta, następuje druga runda, po której delikwent najczęściej nic już nie pamięta: jak chodzić, jak mówić, zapomina, że jest człowiekiem. Zdarzały się przypadki śmiertelne.

Tymczasem w Europie

Obecnie przeciętny Polak ma 28 lat kiedy wyprowadza się z domu rodzinnego. W krajach UE odsetek osób, które w wieku między 25 a 34 lat nadal mieszkają z rodzicami, waha się od 4 proc. (Dania) do 62 proc. (Chorwacja). Polska znalazła się powyżej średniej dla UE wynoszącej ok. 30 proc.

Nasze, wygodne, europejskie (ale nie tylko) społeczeństwo coraz silniej dotyka problem 30, a nawet 40-latków, którzy nie tylko mieszkają z rodzicami, ale których rodzice utrzymują: matki piorą rzeczy, ojcowie dają kieszonkowe i załatwiają za nich sprawy formalne. Internet zalany jest memami, które poruszają tę tematykę.

Co ciekawe problem zdaje się bardziej dotykać mężczyzn, niż kobiety (czy może bardziej chłopców, niż dziewczęta). Statystyki wskazują że różnica w liczbach wynosi dokładnie 2 lata: młode Europejki – mając średnio 25,1 lat – wyprowadzają się ze swoich rodzinnych domów, a młodzi Europejczycy 27,1 lat. To trend, który dotyczy całej UE. We wszystkich państwach członkowskich młode kobiety uniezależniają się szybciej.

Ciężko trafić na dane, które pokazują jak ewoluował ten wiek na przestrzeni dekad, tym bardziej stuleci. Ale wiemy, że dawniej młodzi szybciej się usamodzielniali; regularną pracę często rozpoczynali mając naście lat. Na wsiach dzieci od wczesnego dzieciństwa regularnie pomagały dorosłym w pracach polowych.

Przejście w dorosłość

W dawnych kulturach, czy współczesnych ludach pierwotnych temat wchodzenia w dorosłość i stawania się pełnoprawnym członkiem społeczności z jego prawami i obowiązkami był precyzyjnie regulowany ceremoniami inicjacyjnymi, których widowiskowe przykłady opisałem na początku. Przejście ceremonii dawało jednoznaczny sygnał, że dana osoba nie jest już dziecięciem, dziewczynką/chłopcem tylko kobietą / mężczyzną.

W wielu kulturach wiek inicjowanego nie był precyzyjnie określony pozostawiając swobodę wyboru dopasowywanego do szybkości dorastania fizycznego i psychicznego, które bywa różna u dzieci.

Stanięcie się dorosłym z dnia na dzień nie jest całkowicie naturalne, ale pamiętajmy, że do ceremonii uczestnicy byli przygotowywani, a po jej przejściu jeszcze przez pewien czas mieli zazwyczaj „taryfę ulgową”. Ważne jest natomiast to, że już byli dorośli. Koniec kropka! Po pozytywnym przejściu ceremonii inicjacji przysłowiowy chłopiec stawał się mężczyzną: tak po prostu. Był już równoprawnym członkiem społeczności razem ze wszystkimi prawami i obowiązkami. Nie można było tego rozmydlać, że jeszcze rok na studiach, że jeszcze zrobię licencjat, że muszę znaleźć odpowiednią pracę i coś tam jeszcze i wówczas już będę dorosły/a i niezależny/a.

Przyjrzyjmy się zatem tym inicjacjom. Może obudzi to w nas świadomość, że powrót do obchodzenia takich wydarzeń może być bardzo pomocny w rodzinnych relacjach.

Inicjacje

Inicjacje dotyczą obydwu płci, choć w przypadku chłopców zdają się być bardziej wymagające i wyraźniej stawiały granicę, za którą otwierał się nowy okres życia społecznego. Mogło to wynikać z innych powinności jakie przypadały kobietom i mężczyznom w bardziej atawistycznych strukturach, a może też z tego, że u dziewczynek pojawiał się w pewnym momencie okres, który był mocnym, fizjologicznym znakiem wskazującym na osiągnięcie „dorosłości”.

Obrzędy inicjacyjne zanikały w Europie wraz z upowszechnieniem się chrześcijaństwa. Nowe rytuały rozpanoszyły się zagarniając przestrzeń wcześniejszych, bazujących na wierzeniach pogańskich, zwyczajach. Kościół katolicki wprowadził pewne obrzędy w te same miejsca: komunia, czy późniejsze bierzmowanie, które trochę imitują wcześniejsze rytuały inicjacji. Są one jednak zupełnie oderwane od funkcjonalności w społecznościach więc nie niosą ze sobą tego ciężaru jakościowego i zmiany postrzegania młodych ludzi ich roli w życiu rodziny, klanu, czy w końcu plemienia. Stosunek młodych do tych skostniałych i odległych ceremonii chrześcijańskich dobrze oddaje popularny mem opisujący podejście dziewczynki do pierwszy komunii świętej: „Zeżarłam wafla – dostałam laptopa”.

Według mnie okresem kiedy inicjacje zupełnie wymarły można wiązać z rewolucją przemysłową i wielkim exodusem chłopstwa do miast. Nowe środowisko oderwane od tradycyjnie skonsolidowanych społeczności przyczyniło się do zaniku zwyczajów i pokłonienie się „złotemu cielcowi” kapitalizmu  (wybaczcie, ale ideologicznie blisko mi do socjalizmu / syndyku anarchistycznego – Chomsky Ltd. 😉).

W świecie zachodnim, jedyną ceremonią stricte inicjacyjną jaka się ostała jest żydowska bar micwa (syn przykazania) dla chłopców, a dziewczynki biorą udział w żeńskim odpowiedniku święta, nazwanym bat micwa (córka przykazania). Tutaj także wyraźnie zaznacza się społeczny charakter wydarzenia. Chłopcy po inicjacji stają się odpowiedzialnymi za swoje wybory. Innymi słowy dorosłymi w sferze moralnej. Od tego momentu młody mężczyzna zaliczany jest do wspólnoty. Bat micwa następuje po ukończeniu przez dziewczynę 12 lat i zaznacza moment, w którym przechodzi ona do grona kobiet, w związku z czym powinna już świadomie obchodzić się nie tylko ze swoją fizycznością, ale też stosować wszelkie praktyki religijne przypisane przez judaizm kobietom.

Słowianie, czyli zapleciny i postrzyżyny

A teraz sięgnijmy głębiej w historię i geografię gatunku homo sapiens. Zaczniemy od szczególnie mi (i mam nadzieję Wam) bliskich przodków, czyli zacnych Słowian.

U Słowian z wkraczaniem w wiek dorosły są związane ceremonie: dla dziewcząt zapleciny (wiankowiny), a dla chłopców postrzyżyny, symbolizujące wkroczenie odpowiednio w wiek męski lub kobiecy. Obchodzono je w różnym wieku mieszczącym się w widełkach od 7 do 12 lat.

Od tego czasu chłopcy byli przyuczani do typowo męskich zajęć, takich jak polowanie, wojaczka, rzemiosło i rola, zaś dziewczęta stawały się pannami. Obu obrzędom towarzyszyły huczne uczty, choć warto zaznaczyć, że samym rytuałom towarzyszył bardzo podniosły charakter. Podczas obrzędów ojciec lub opiekun obcinał chłopcom włosy, a starsze kobiety wspólnoty zaplatały dziewczętom warkocz, a ich głowę przyozdabiano wiankiem. Dzieciom przechodzącym rytuał nadawano także właściwe imiona, które zastępowały wcześniejsze imiona ochronne, typu Niemoj, Nielub.

Tradycja hinduistyczna

W tradycji hinduistycznej dzieci przechodziły ceremonie inicjacyjne będąc w podobnym wieku(nie wchodzę w domniemaną, wspólną – aryjską genezę ceremonii). Podczas ceremonii zwanej Upanajana chłopcy z kasty braminów po raz pierwszy w życiu dostawali świętą nić bramińską – Upawitę. Założenie tej symbolicznej ozdoby nadawało młodemu człowiekowi prawo do uczestniczenia w dorosłym obrzędowym życiu. Od tego momentu był godny do wsłuchiwania się w recytacje świętych pism, był gotowy, by pojąć swą duchowość.

Inicjacja buddyjska

Osobną kategorią jest therawadyjska inicjacja buddyjska. W tym przypadku chłopaków nie oszczędzano. Rytuał przejścia w dorosłość w wersji ortodoksyjnej trwał trzy lata, trzy miesiące, trzy tygodnie i trzy dni. Skrócony później do trzech miesięcy, trzech tygodni i trzech dni. Uff. Do tego był bardzo rygorystyczny, młodych budzono o 4 rano, zakazane były wszelki przyjemności cielesne, nawet nie wolno było spożywać posiłków po południu. Zadaniem tego rytuału przejścia było wzmocnienie charakteru, ukształtowanie odpowiedzialności i umiejętności panowania nad popędami, nad ciałem w ogóle. Takie odcięcie od konsumpcjonizmu przydałoby się pewnie niejednemu nastolatkowi, pomyśli teraz niejeden rodzic. Jednak stanę też w obronie młodych, bo przypomnijmy sobie drodzy rodzice, jak alergicznie reagowaliśmy na pretensjonalne mądrości starych pt: „no za naszych czasów było zupełnie inaczej, jak ty planujesz w ogóle żyć?” Mój nieżyjący już ojciec doskonały nie był, ale cenię go między innymi dlatego, że pomimo dużej różnicy wieku (miał 40 lat gdy się urodziłem) mówił mi w różnych sytuacjach: „ech Kacper, ja nie zapomniałem jak byłem młody i jakie głupoty czasem robiłem.” Och, on nawet nie wie, ile dobrego te słowa zrobiły w moim życiu. Uświadamiały mi, że nikt nie jest nieomylny, więc musze sam się ogarniać, bo nikt tego za mnie nie zrobi. Dobra, dosyć pamiętnikopisarstwa.

Rytuał Quinceañera

Trochę opozycyjnie do ortodoksyjnej i pochmurno-kabalistycznej ideologii żydowskiej mamy radosny, gorący, sambowy rytuał Quinceañera w tradycji latynoskiej. Uroczystość dotyczy dziewczynek w wieku piętnastu lat. To symboliczny moment przejścia w sferę płciowej dorosłości. Po swoim święcie dziewczynki będą mogły korzystać z wielu przywilejów – między innymi umawiać się na spotkania z chłopcami. Obecny kształt obrzędu wynika z chrześcijańskiej patyny, jednak jego źródła naukowcy dopatrują się w czasach odległych kultur Majów i Tolteków. Obecna forma inicjacji stanowi klasyczną hybrydę. Dziewczęta są wspaniale strojone: zdobna suknia, pięknie upięte włosy, delikatny makijaż… Sfera sacrum tego obrzędu ma miejsce w kościele, gdzie odprawiana jest uroczysta msza. Quinceañera – bo tak także nazywa się jubilatkę – wprowadzana jest do kościoła przez czternaście dziewcząt, które symbolizują minione w dzieciństwie lata. Dziewczętom towarzyszą także chłopcy, a jeden z nich, chambelán de honor, eskortuje nastolatkę po wyjściu. Całość jest strojna, wesoła i podniosła, jak cała kultura.

Zwróćmy uwagę kochani, jak wcześnie we wszystkich tradycjach chłopiec stawał się mężczyzną, a dziewczyną kobietą. Na pewno przez długi czas byli jeszcze traktowani bardziej ulgowo – byli uczeni i łagodniej karani za przewinienia, niemniej już jako aequitas , a nie jak czeladnicy. Jednak będę bardzo niesprawiedliwy dla siebie, dla Was (kiedyśmy byli nastolatkami) i dla obecnej młodzieży, jeśli zestawię ten wiek z wiekiem wchodzenia w dorosłość współcześnie.

Tak, pierwotny 16 latek najczęściej był już traktowany jak dorosły. Naszego 16latka prosi się, żeby nie zgubił się jak będzie wracał ze szkoły do domu. Jednak my mamy dużo bardziej wymagające społeczeństwo. Aby osiągnąć klasycznie rozumiany tzw. „sukces”, dzieciaki muszą przyswoić gigantyczną wiedzę ogólną, następnie specjalistyczną (a po drodze okazuje się, że rodzice wybrali nam coś co nam nie odpowiada, więc, żeby nie robić przez całe życie czegoś czego nienawidzimy, cofamy się i zaczynamy specjalizację od początku). Do tego pamiętajmy, że nasze życie społeczne jest dużo bardziej skomplikowane. Koledzy w szkole, na podwórku, rodzina, kuzyni, nowi znajomi z internetu. Niuanse relacji: z tym wypada, ale go nie lubię; tamten fajny, ale nie wypada; kocham nauczycielkę z matematyki, ale ścisłe mi nie wchodzą; idę na korki, ojcu się odpala, że pewnie chcę zostać programistą. Do tego dochodzi plaga dzisiejszych czasów: nadopiekuńczy rodzice.

Boże, zwariować można! Ma się ochotę pojechać do buszu: panie dawaj te byki, dawaj te grzybki halucynogenne, chętnie o wszystkim zapomnę. Mamy bałagan w głowach, a nastolatkowie mają pewnie jeszcze większy, bo dochodzą do tego choćby wybuchy hormonalne. Dlatego odnoszę wrażenie, że tym bardziej potrzebują wyraźnych punktów – „życiowych reperów”, które powiedzą im: ok, to już masz za sobą, już tak nie myśl. W to miejsce ważne jest teraz to i to.

Trochę „fal” na koniec

Na koniec opowieści zostawiłem sobie spostrzeżenia francuskiego etnografa, badacza kultur Arnold van Gennep. Zauważył on, że niektóre szczepy, jak papuascy Elema dzielą procesy inicjacji na kilka etapów: pierwszy w wieku pięciu lat, kolejny w wieku dziesięciu, a ostatni dopiero, gdy młodzieniec uznany zostanie za prawdziwego mężczyznę.

Wśród naszych przodków też można wyróżnić przejście od wieku dziecka „bezpłciowego” do bycia chłopcem lub dziewczynka – nadal dzieckiem, a dopiero w drugiej instancji do stawania się mężczyzną lub kobietą w pełni dojrzałymi.

Wydaje mi się, że taka wieloetapowość, a przynajmniej dwuetapowość jest rozsądna i warto wrócić do jej kultywowania. Właśnie model wielowarstwowej inicjacji najbliższy jest prawdzie o człowieku. Natura ludzka ma bowiem charakter falowy, nie skokowy, zatem ciężko ją pokroić na równe części.

Rytuały pozostają symboliczne, a gotowość do wejścia w świat dorosłych wyzwań pozostaje kwestią indywidualną. Jest wśród nas wielu osiemnastolatków, którzy, choć prawnie przejmują odpowiedzialność za swoje decyzje, to nadal nie są gotowi do samodzielności. To jest przecież proces, w którym bierze udział szereg osób spotkanych na drodze, wiele doświadczeń i sytuacji uczących nas, kim jesteśmy, czego pragniemy i co potrafimy.

Appendix:

Pewną nierytualną, ale praktyczną funkcjonalność inicjacyjną mają podróże. Po skończonej szkole średniej lub korzystając z urlopu na studiach wyjeżdża się na kilka miesięcy w świat. To doskonała okazja, aby zaznać dorosłości. Trzeba sobie samemu radzić, do tego poznajemy inne kultury, nabieramy dystansu, rodzą się refleksje i nowe znajomości. Zatem zaszczepiajmy w dzieciach nie lęk, ale ciekawość i otwartość na świat. Mam nadzieję, że kiedy moja córka będzie chciała kiedyś pojechać na drugą półkulę, też będę taki mądry jak teraz i jej na to pozwolę.  Moja półtoraroczna córko, trzymaj tatę za słowo.

Autor: Łukasz Gołoś. Organizator  Festiwalu Wibracje, z wykształcenia archeolog i dziennikarz, hobbystycznie podróżnik – filmowiec, miłośnik staropolskiej kuchni wegetariańskiej. Kibicuje naukowcom w pracach nad połączeniem modelu standardowego mechaniki kwantowej z teorią względności. Popiera grawitację i zdrowy rozsądek. Brakuje mu czasu na regularne uzupełnianie profilu na fb, preferuje życie w realu.

Czytaj także:

Dlaczego soplówka jeżowata stała się tak popularna i jak na nas działa?
festiwal wibracje
Odwiedź naszą Strefę Alchemisty na Festiwalu Wibarcje
Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *